O autorze
Michał i Piotr. Piotr i Michał. Dwóch młodych mężczyzn z Warszawy, których połączyła trudna do zrozumienia przyjaźń. Jak Jin i Jang walczą ze sobą, a jednocześnie tworzą harmonijną, niekiedy bardzo dynamiczną całość. Wielbiciele salonowych burz Bohdana Gadomskiego, żartu Tadeusza Drozdy, gawęd Bogusława Kaczyńskiego i twórczości Aldony Orłowskiej. Razem w radio i telewizji. Oddzielnie w łóżku.Pisali do magazynów Pulp i Vice, a Michał nawet po 10 latach napisał pracę magisterską. Pracowali w duecie w 4fun.tv, TVN Lingua, Radio Bis, TVP. Niestety zostali zwolnieni z powodów politycznych. Teraz w Radio Roxy prowadzą kultową w środowisku podlaskich satanistów audycję Dwa Neurony i Trzy Jądra.

Kraków, czyli mała Azja na południu Polski

Jerzy Pilch napisał kiedyś, że w Warszawie znajduje on fascynujący, mroczny, azjatycki rozmach. Otóż nie do końca, panie Jerzy. Być może w Warszawie spotkać można troszkę Azji, ale Kraków swą azjatyckością, bije stolicę na głowę.

Nie wierzycie? Kiedy przyjedziecie do Krakowa, z miejsca będziecie mogli poczuć się niczym w sennym chińskim cesarstwie z XIX wieku. Chcecie załatwić jakąś najprostszą sprawę? Zajmie to Wam godziny. Zamówienie zapiekanki? 30 minut z głowy. Mieszkańcy Krakowa zawsze mają czas. Skąd ten senny, święty spokój? Musiało się to zacząć w XIII wieku, kiedy Kraków wpadli gromadnie odwiedzić goście z Mongolii. Naszym zdaniem, wraz z wojskami mongolskiego chana, do Krakowa przeniknęła garstka taoistycznych misjonarzy, którzy zaczęli potajemnie uczyć mieszkańców słynnej filozofii Wu- Wei, czyli działania bez działania. Nie dziwota więc, że w typowej krakowskiej restauracji przyniesienie piwa przez kelnera trwa około pół godziny, jeśli barman przekonany jest, że samo się ono naleje, a kelner czeka na odpowiedni znak z Niebios, by przynieść je Wam do stolika. Zaś co do samej mongolskiej inwazji z XIII wieku, to mieszkańcy grodu pod Wawelem na tyle sobie chwalili tę wizytę, że pamiątkę o tym umieścili w swoim hejnale, a ze zniekształconego obrazu mongolskiego jeźdźca uczynili jeden z symboli swojego miasta. A gdzie został zlokalizowany promujący chińską wizję świata Instytut Konfucjusza? Nie wiecie? No oczywiście, że w Krakowie. O japońskim centrum Manggha już nie wspominamy, bo oczywista chyba, w którym mieście się ono znajduje. Ta wyliczanka nie byłaby kompletna bez uwzględnienia wysyłającego uspokajające, kojące promieniowanie wawelskiego czakramu, dzięki czemu mieszkańcy są senni, niespieszni i wyluzowani jak, nie przymierzając, bywalcy chińskich palarni opium.

A jeśli komuś przez chwilę zachciałoby się wielkiego świata, pospiechu i uganiania za dobrami doczesnymi, to zawsze może puścić sobie piosenkę „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”. Traktuje ona o licznych niedolach bycia metropolią, w której panuje zamieszanie i zamęt. Sam zaś autor utworu, Andrzej Sikorowski, to bez wątpienia działający pod mocno prześwitująca przykrywką taoistyczny kapłan kontynuujący linię nauczania zapoczątkowaną przez wspomnianych już przybyłych z mongolskim wojskiem misjonarzy. Już samo spojrzenie na umiarkowanie gęste, długie włosy Pana Andrzeja, sugerują inspirację stereotypowym wyglądem wiekowego mistrza kung fu.

Ach, no i zapomnielibyśmy o schodach ruchomych. Jeśli już w Krakowie znajdziemy jakiekolwiek (co w przeciwieństwie do Warszawy może graniczyć z cudem) to krakusy stoją na nich nieruchomo jak posągi Buddy i nawet nie pomyślą, że można zaoszczędzić cenne sekundy po prostu przemierzając stopnie. Dla nas, warszawiaków, to koronny dowód na totalny brak dynamizmu i jakichkolwiek życiowych ambicji.
Trwa ładowanie komentarzy...